Zalatana
Top

Jeśli jesteście zwolennikami pięknych, niecodziennych miejsc, w których można zjeść i chcielibyście sprawdzić dlaczego Zanzibar nazywany jest „Wyspą Przypraw”, koniecznie musicie odwiedzić Floating Restaurant i plantację przypraw.

Ludzie tworzą miejsca, a miejsce tworzy ludzi

John Green, Papierowe Miasta

Rock Restaurant

Znajdująca się w Pingwe, przy plaży Kae restauracja na wodzie przyciąga turystów ze względu na swoje niezwykłe położenie. Jest zbudowana na koralowej skale nad morzem. Zapierająca dech w piersiach panorama sprawia, że okoliczności stają się niezwykłe. Odległość z Jambiani to około 20 km, a dojazd zajmuje 20 minut. Fantastycznym rozwiązaniem jest taras, z którego rozciąga się piękny widok na ocean. Reddy – kierownik – jest bardzo miłą i pomocną osobą. Restauracja jest schludna i bardzo czysta. Dania kuchni międzynarodowej, głównie włoskiej, afrykańskiej, śródziemnomorskiej. Jeśli chcecie mieć pewność, że będzie miejsce w środku, warto wcześniej zarezerwować stolik. Swoistą atrakcję stanowi dotarcie do restauracji oddalonej nieco od brzegu. W czasie odpływu można dostać się do niej suchą nogą, natomiast w czasie przypływu dopłyniemy do niej w łódce. Obsługa „przywozi i odwozi” gości na ląd. Restauracja ma opinię nieco przereklamowanej ze względu na dość duże ceny, jednak widoki i jej położenie są niezwykłe. Ceny dań głównych wahają się od 24-55 dolarów, ananasa z lodami, sałatkę owocową, czy lody zjecie za 8 dolarów, wino do obiadu to koszt 23-30 dolarów (są też takie za 100-300 dolarów, w takiej cenie znajdziecie też szampana), woda mineralna to koszt 3 dolarów, a coli 4 dolary, piwo w granicach 6 dolarów, kawa, herbata – 3 dolary.. Jeśli chcielibyście zamieszkać w jej pobliżu – znajduje się tutaj bardzo ładny hotelik Karafuu (509 pln od dwóch osób za noc). Ma piękny basen infiniti, oferuje 3 restauracje, które zapraszają na różnorodne dania do wyboru z karty i w formie bufetu. Ośrodek Karafuu położony jest 2 minuty jazdy od miejscowości Pingwe i 5 minut jazdy od plaży Kae. Obiekt znajduje się 65 km od lotniska Zanzibar oraz dzielnicy Stone Town, starej część miasta Zanzibar.

Plantacja Przypraw

Legenda głosi, że zapach cynamonu, kardamonu, goździków i gałki muszkatołowej doprowadził na tą wyspę portugalskich żeglarzy. Wyspa przypraw z pewnością zasługuje, aby przyjrzeć się jej bliżej. Podczas wakacji w tej części Tanzanii koniecznie trzeba się wybrać na wycieczkę fakultatywną do miejscowych farm i zobaczyć plantację egzotycznych roślin. To świetna okazja by powąchać, dotknąć i skosztować kolorowych owoców. Warto wiedzieć, że przyprawy to największe dobro gospodarcze Zanzibaru. Wyspa od wielu lat znajduje się w czołówce eksporterów goździków, które w języku suahili nazywają się Karafu. Bogactwo przypraw wpływa oczywiście na tutejszą kuchnię. Jedną z najpopularniejszych potraw jest biryani, czyli dobrze doprawiony ryż zapiekany z mięsem. Na śniadanie często podaje się tu chapati – chlebek indyjski w formie naleśnika. Na Zanzibarze warto skosztować czerwonych bananów, nieco krótszych i słodszych niż dobrze nam znane żółte. W języku suahili banany to Ndizi.

Kraj pachnący goździkami

„Niekiedy o kierunku rozwoju danego regionu decydowały przypadkowe, arbitralne decyzje lokalnych władców. Przykładem może być Zanzibar, słynący z handlu aromatycznymi przyprawami, który zapoczątkował rozkaz sułtana Sayyeda. W latach 20. XIX wieku polecił on rolnikom, by w swoich gospodarstwach zasadzili po dwa drzewa goździkowe na każdą palmę kokosową, w przeciwnym razie groziła im utrata ziemi. W ciągu kilkudziesięciu lat na Zanzibarze i Pambie wyrosło 3,5 mln goździkowców. Wiele z nich nadal tam rośnie, dając co pięć miesięcy plony. (…) Na czas zbiorów goździków szkoły na Zanzibarze zamyka się, gdyż dzieci najlepiej radzą sobie na drzewach.”

– ks. Andrzej Zwoliński, Biedy Afryki, Kraków, 2009

Wycieczka na plantację należy do stałych punktów programu wszystkich wycieczek na Zanzibarze. Tak zwany „spice tour” to zaledwie 3-4 godzinna wyprawa poza granice Stone Town (ok. 20-30 km), na którą chętnie wyśle was każdy hotel, hostel oraz zabierze każdy taksówkarz w mieście. Oczywiście nie będzie to pierwsza lepsza plantacja, ale dokładnie ta, z której organizator wyprawy ma wymierne korzyści. „Plantacje dla turystów” są małymi obszarami (o powierzchni zdecydowanie mniejszej niż 0,5 ha), na których zasadzono od kilku do kilkunastu egzemplarzy roślin uprawianych na Zanzibarze. Pokazowe poletko zwiedza się w małych grupach w towarzystwie przewodnika. Po zakończeniu zwiedzania turyści zapraszani są na degustację, gdzie serwowane są im kawałki różnych owoców pochodzących z (podobno) tutejszej plantacji. Niemniej jednak, jest to okazja, aby osobiście dotknąć, powąchać i skosztować świeżych owoców. Zobaczycie tutaj wanilię, jagodlin wonny, czyli ylang – ylang, owoc muszkatołowca, kakaowiec, owoc chlebowca. Z rozgniecionych owoców drzewka orelańskiego otrzymuje się biksynę (inaczej annato) – czerwony barwnik dodawany do żywności. Bioksyna (E160b) zanim trafiła na stoły, wykorzystywana była przez czarnoskóre kobiety jako kosmetyk. Koszt całkowity wyprawy to około 80 tanzańskich szylingów.

dodaj komentarz